niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział Dwudziesty Dziewiąty.

 Bardzo ważna notatka pod rozdziałem!

Nawet jak jestem na wakacjach to on musi mnie prześladować. Co jak co, ale chociaż teraz mógłby sobie odpuścić. 
-Wróćmy do domu. - powiedziałam. 
-Chodź. - przysunął mnie do siebie. 
Trzymał mój bok mocno, jakby bał się, że ktoś mu mnie odbierze. Jak go mijaliśmy uśmiechnął się do mnie i odszedł w przeciwną stronę. 

*

 Po około dwudziestu minutach, doszliśmy do domu (zgubiliśmy się dwa razy, ale pomińmy ten fakt). -Boję się, Justin. - spojrzałam na niego. 
-Jestem z tobą, pamiętaj. - przytulił mnie. 
Wtuliłam się w jego tors. Staliśmy chwilę w takiej pozycji, ale Justin się odsunął. 
-Zadzwonię do mamy, że jesteśmy już w domu. - wyjął telefon. 
Położyłam się na łóżku, wcześniej zdejmując buty. 
Moje nogi.... 
Usłyszałam kawałek rozmowy Justina z Pattie, potem zasnęłam.


Justin Po'V

Kiedy kończyłem rozmowę z mamą, wróciłem do pokoju (gadałem w łazience). Ariana spała i wyglądała jak aniołek. Pattie powiedziała, że wracają do domu więc zaraz powinni tu być. Wyszedłem z domu i poczekałem na nich. -Justin! Odwróciłem się w stronę dźwięku. Zobaczyłem Drew i Alice biegnących w moją stronę. 
-Co jest z Arianą? - spytała. 
-Luke tu jest. - spuściłem wzrok. 
Nie chcę, żeby ona się bała. I tak żyje w ciągłym strachu przed facetami. Współczuję jej takiego dzieciństwa. Wszyscy powinni spędzić ten czas dobrze a ona odwrotnie. 
-J-jak to Luke tu jest? - pobladła. 
-Normalnie. Nie wiem co on chce zrobić, ale zaczynam się bać o nią. 
 -Ali, czy on ciebie kiedykolwiek dotknął? - zapytał Drew. 
-Jak byłam mała to czasem do mnie przychodził ale nic nie robił. Tylko ostatnio jak wracałam do domu, to pytał się o Arianę i mnie poklepał po tyłku i złapa.. 
-Nie kończ bo zaraz mnie coś.. - warknął. 
Czyli siedzi w tym cała nasza czwórka. 
Świetnie. 
-Musimy trzymać się blisko rodziców, wtedy będzie bezpieczniej. - westchnąłem. - Idę do niej, trzymajcie się. Jeśli coś by się działo to przyjdźcie, ewentualnie zadzwońcie. - podszedłem do drzwi. Spojrzałem na nich ostatni raz i wszedłem do środka.
Ari spała na brzuchu a jej włosy opadały na jej twarz. Podszedłem i odgarnąłem je za ucho. 
-Nic już Ci nie grozi, skarbie. Nie póki ja tu jestem. - szepnąłem. 
Złożyłem pocałunek na jej czole i zdjąłem koszulkę.
Było bardzo ciepło. Jak ona może być w długich spodniach i sweterku? Ja bym się roztopił, serio.. Usiadłem na drugim łóżku z telefonem w ręku i zacząłem przeglądać różne portale społecznościowe. Dopiero teraz doszedłem do wniosku, że odkąd jestem z Arianą, strasznie zaniedbałem swoich przyjaciół. Po powrocie chyba się z nimi spotkam. Tak, to dobry pomysł. Z dnia na dzień straciłem z nimi kontakt. A o Lucy to już nawet nie wspomnę. Widzieliśmy się na imprezie w domu Zacka. Dlaczego przestała do mnie pisać, dzwonić i przychodzić? Ona siedziała ze mną 24/7 jeśli to było możliwe.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a na mój telefon. 

Od: Nieznany. 
Widzę, że nadal z nią jesteś. Uważaj na nią ;) 

Krew się we mnie zagotowała, kiedy przeczytałem tą wiadomość. Jak można być tak pojebanym i podłym? Po co mu ta cała nienawiść (cokolwiek to jest). Teraz już wiem, że nie mogę zostawiać Ariany samej. Nie, kiedy on czeka, żeby zrobić tej kruszynce coś złego.

*

Następne dnia Ariana była jakaś nieobecna. Nie mówiła dużo, nie jadła. Martwię się o nią, serio.. Siedzieliśmy na pomoście, nad jeziorem. To był nasz ostatni dzień tutaj. Poza tym, to ostatni tydzień wakacji, także.. Dziewczyna patrzyła przed siebie. Nawet nie zwracała uwagi na mnie, czy na kogokolwiek innego. 
-Ari? 
-Tak? - spojrzała na mnie.
 -Co z tobą? - spytałem. 
-Nic, dlaczego pytasz? 
-Jesteś nieobecna, nic nie mówisz i nie jesz. Zaczynam się martwić.
 -Boję się. - spuściła wzrok. 
-Spokojnie, przecież jestem przy tobie non stop. Nie masz się czego bać, skarbie. - przytuliłem ją lekko. 
-Dziękuję. - szepnęła. 
Siedzieliśmy tak przez około pół godziny. Zastanawiam się, czy coś się innego wydarzyło o czym nie wiem. Ale, wole nie pytać. Nie chcę jej jeszcze bardziej dołować. 

*

 Wieczorem wróciliśmy do domu. Ariana wzięła kąpiel a ja czekałem w pokoju. Potem się zmieniliśmy, ale jak najszybciej się wykąpałem. Nie zostawię jej samej. Wytarłem się i ubrałem w bokserki i dresowe spodnie. Wyszedłem z łazienki. Ariana leżała na łóżku i robiła coś w telefonie. -Jak się czujesz? - zapytałem cicho. 
-Nawet okey. - uśmiechnęła się lekko. 
-Chcesz iść już spać? 
Pokiwała lekko głową. 
 -A będziesz spać ze mną? - mruknęła niepewnie. 
-Jasne. 
Położyłem się przy ścianie i objąłem szatynkę ramieniem. 
-Dobranoc Justin. - szepnęła. 
-Dobranoc skarbie. - pocałowałem ją w czoło. 
 Poczekałem aż Ari uśnie i dopiero sam poszedłem spać.


Ariana Po'V 

 Obudziło mnie łaskotanie w brzuch. Pomyślałam, że to Justin, ale on jest bardziej delikatny. Gwałtownie otworzyłam oczy i mało co nie dostałam zawału. Dosłownie sparaliżowało mnie. 
-Jeśli coś powiesz zabiję i Ciebie i jego. - szepnął pokazując pistolet. 
Mój oddech przyśpieszył. 
-Wstawaj i idziemy, już. - warknął. 
Wykonałam polecenie. Bałam się mu sprzeciwić. Byłam w dresowych spodenkach i różowej bluzce. Założyłam pośpiesznie białe trampki i czarną bluzę. Wyszłam za nim. Złapał mnie za nadgarstek, mocno. Syknęłam pod nosem, ale nic innego nie zrobiłam. 
-Wsiadaj. 
Pchnął mnie w stronę samochodu. Usiadłam i przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej.
Nie odzywałam się, bo bałam się o życie swoje i Justina. Jechaliśmy dość długo. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam kiedy się zatrzymaliśmy. Luke otworzył drzwi, przez co prawie wypadłam z samochodu. 
-Streszczaj się, nie mam całego jebanego dnia. - szarpnął mnie za włosy. 
Krzyknęłam z bólu.
 -Zamknij się. - warknął.
Od razu zamilkłam. Ciągnął mnie za rękę w stronę jakiegoś magazynu czy tam rudery. Zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju, jeśli można to tak nazwać. Bez okien, bez niczego. Pusty pokój. Do spania mam brudną, zimną podłogę. 
Super.. 
-Śpisz tutaj, nie próbuj uciekać, bo i tak Ci się to nie uda. A no i będziesz miała jutro niespodziankę. Weszłam do pokoju a on zamknął ciężkie drzwi (na klucz). Usiadłam w rogu pomieszczenia i wybuchłam płaczem. Dlaczego on mi to wszystko robi? Co ja mu zrobiłam, do kurwy nędzy?! Płakałam i płakałam.. Nie wiem ile. Kilka godzin.. Nie spałam. Nie dałabym rady. Za bardzo się bałam. Usłyszałam czyjeś kroki. Położyłam się tyłem. Ktoś otworzył drzwi ale po chwili je zamknął. Po kilku sekundach ponownie podniosłam się do pozycji siedzącej.
Po kilkugodzinnym siedzeniu i wpatrywaniu się w ściany, ktoś ponownie otworzył drzwi. 
-Chodź tu. 
Wykonałam polecenie i podeszłam Luke zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia. Wiecie jak wygląda pokój nagrań piosenek? No to coś w tym stylu. Rzucił mnie na jakąś kanapę a ja upadłam na nią i syknęłam. 
-Pierdolone gówno. - usłyszałam. 
-Z Ciebie większe. - szepnęłam pod nosem. 
Siedziałam chwilę patrząc na swoje gołe kolana. 
-Ej kwiatuszku. 
Odwróciłam się. - Zobacz, kto tutaj przyszedł. - po pomieszczenia (tego za szybą) został wprowadzony Justin i Drew. Po co oni tu są? W tym momencie do pokoju wrzucona została Alice. -Chuj jebany. - warknęła, podnosząc się z ziemii. 
-Ariana? 
-Alice?! 
Rzuciłam się na nią, mocno przytulając do siebie siostrę.
-Jak uroczo. 
 -Zamknij mordę. - warknęła. 
Co jak co, ale ona to ma charakterek.. 
Nie mam pojęcia co teraz się wydarzy ale chociaż mam przy sobie siostrę.
 

Justin Po'V 

Nie wiem, po co mieliśmy tu przyjechać. Ja i Drew dostaliśmy rano te same sms'y, że mają nasze dziewczyny i, że mamy si tam zgłosić. Wziąłem auto rodziców i wraz z bratem pojechaliśmy pod podany adres. Kiedy zobaczyłem Ari i Ali kamień spadł mi z serca. Wszystko z nimi w porządku.. -Panowie, wchodźcie! - krzyknął Luke. 
Do pokoju gdzie były dziewczyny weszło dwóch facetów. Byli w ręcznikach obwiązanych ręcznikach na biodrach. 
Jeśli któryś dotnie Arianę to zajebie, serio.
 -No, chłopcy. - spojrzał na nas. - To co, chcecie coś zobaczyć? 
-Niech oni tylko którąś dotkną, to zabiję i Ciebie i ich. - warknąłem. 
Moja nerwy zaraz puszczą. Mam ochotę go zajebać. Tak mi działa na nerwy, że chyba nikt tak mnie nigdy nie zdenerwował. 
-Ale się kurwa boję. - zaśmiał się.
 -Masz czego. 
 -Tak? Jak na razie to ja jestem na prowadzeniu bo mam wasze dziewczyny, a Wy. - wskazał na nas palcem. - Nie możecie zrobić nic. Nic.
-Justin.. - dźgnął mnie Drew. 
Zobaczyłam jak tamci faceci zbliżają się do dziewczyn. Stały tam dwa łóżka i kanapa. 
Jeśli oni zrobią to, co myślałem.. Nie, wolę o tym nie myśleć. 
-Marco, Lucas! 
Do pomieszczenia weszło dwóch napakowanych typów. 
-Miłego oglądania, chłopacy. - rzucił wychodząc. 
Po kilku sekundach pojawił się w pomieszczeniu gdzie były dziewczyny. 
-Zaczynajmy. - ustawił w kącie kamerę, którą włączył.
 Usiadł w rogu pomieszczenia, patrząc na nas z głupim uśmiechem na twarzy.
Jakiś blondyn podszedł do Ariany i zaczął zdejmować jej bluzę. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nie broniła się. Stała, jak posąg i płakała. Potem zdjął kolejno spodenki i bluzkę, zostawiając ją w samej bieliźnie. 
Nie mogłem uwierzyć, jakim chujem można być, żeby zrobić dziewczynie coś tak okropnego..  
Staliśmy z moim bratem patrząc jaki oni zaraz (tak myślę) będą gwałcić nasze dziewczyny. Alice zamachnęła się i uderzyła jednego w szczękę, kiedy ten chciał zdjąć jej bluzkę. Ona się chociaż się broni. 
-Ariana zrób coś a nie tak stoisz. - krzyknęła brunetka. 
Ta jednak pokiwała głową i jeszcze bardziej się rozpłakała. Spojrzała na mnie. Poczułem uścisk w sercu. Zapewniałem ją, że nic jej nie będzie. 
Obiecałem jej to, kurwa! 
-Wypuść ją. - usłyszałem. - Z nią sobie nie poradzimy. - mówił o Alice. 
-Wyjdę tylko z Arianą. Ewentualnie możesz wypuścić ją a wziąć mnie. - powiedziała pewnym głosem - Co ja mówię. Ja nie zostanę, ona też nie. - pociągnęła Ari za rękę. 
Kiedy szły w stronę wyjścia, każdy z nich pociągnął dziewczynę do siebie. 
-Myślałem, że będzie miło, ale pomyliłem się. - zaczął Luke. - Róbcie z nimi co chcecie. Wszystkie ruchy dozwolone. - mruknął. 
W tym momencie z Ariany została zdjęta bielizna. Rzucił ją na łóżko i wszedł w nią gwałtownie. Dziewczyna wydała przeraźliwy krzyk.
Miałem ją chronić. A teraz nawet nic nie mogę zrobić. Odwróciłem głowę, bo nie chciałem na to patrzeć, lecz (Marco lub Lucas) kazali mi na to patrzeć. 
Musiałem patrzeć na to, jak krzywdzą moją księżniczkę..


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Heej :)
Tak wiem, że jestem okropna..
Mam dla Was 4 ważne sprawy..

1. Opowiadanie skończy się na rozdziale 31/32
2. Zapraszam Was na moje nowe ff, które zaczynam pisać od grudnia :) 
link do opowiadania
3. Chciałabym Wam baaardzo podziękować za ponad 22k wejść na bloga! <3
4. Kiedy zakończę to opowiadanie, aktywny będzie TYLKO I WYŁĄCZNIE TEN ASK!

No, myślę, że to tyle.. mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba i do następnego misie xx.


 


 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział Dwudziesty Ósmy.

Proszę, przeczytajcie notatkę pod rozdziałem :)




Umyłam się, ubrałam niebieską piżamkę i wróciłam do pokoju. Położyłam się do łóżka. Byłam strasznie zmęczona dzisiejszym dniem. Kiedy już usypiałam, usłyszałam, że drzwi od mojego pokoju się otwierają. Wiem co to oznacza. Luke. 
-Słoneczko.. - zaczął. 
Usiadł na skraju łóżka. Położył dłoń na mojej piersi. Zacisnęłam oczy, żeby na niego nie patrzeć. Odkrył kołdrę i posadził mnie sobie na kolanach. Zaczął całować moją szyję i dekolt. 
Fuj. 
-Nie wytrzymam. - warknął. 
Zdjął bokserki i moje majtki wraz ze spodenkami. Założył prezerwatywę i wsadził mi TO w tyłek. Chciałam pisnął z bólu, ale zakrył mi usta dłonią. Zaczął ruszać biodrami a ja zaczęłam cholernie płakać. Nienawidzę go. Nienawidzę go najbardziej na świecie..


Justin Po'V

Obudziły mnie krzyki. Otworzyłem oczy i zdziwiłem się, kiedy było ciemno. Spojrzałem na Arianę, która kręciła się, płakała i krzyczała. 
-To boli! - krzyknęła, lekko zachrypniętym głosem. 
Potrząsnąłem nią lekko. Zaczęła jeszcze bardziej płakać a ja przeraziłem się. Nie wiem co jej się śni ale szkoda mi jej. Nie chcę, żeby się męczyła. 
-Ariama, obudź się. - powiedziałem. 
Potrząsnąłem jej ciałkiem jeszcze raz. Gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej. 
-Boję się. - szepnęła, ocierając mokre policzki. 
-Kochanie.. - zbliżyłem się. 
-Nie rób tego. - odsunęła się. 
Nie rozumiem o co chodzi, naprawdę.. 
-To ja Justin. - szepnąłem. 
Spojrzała na mnie. Jej oczy były napuchnięte od płaczu. Ponownie się rozpłakała. Szybko ją przytuliłem. 
-Co się stało? - pogłaskałem ją po plecach, kiedy lekko się uspokoiła.
-Śnił mi się L-Luke.. - mruknęła. 
-Nie mów dalej.. Nie musisz. 
 -Dziękuję. I przepraszam, że Cię obudziłam. 
-Nic się nie stało, nie martw się, skarbie. - pocałowałem ją w głowę.
-Nie zasnę już. - westchnęła po jakimś czasie. 
-Dasz radę. Przytulę Cię i wszystko będzie dobrze, chodź. - położyliśmy się. -Połóż się przy ścianie. 
Tak zrobiła. Położyła się do mnie tyłem a ja objąłem ją ramieniem. Pocałowałem ją w policzek i czekałem aż zaśnie. Kiedy usłyszałem jej spokojny oddech, sam dopiero usnąłem.

*

Obudziło mnie walenie w drzwi. Podniosłem się i podszedłem szybko. 
 -Czego? - Warknąłem. 
-W końcu! - powiedział Drew. - Zbierajcie się, idziemy za godzinę na śniadanie. - powiedział. 
 -Po pierwsze zamknij się bo Ariana śpi, a miała trudną noc, po drugie nie musiałeś tak walić a po trzecie wynocha. 
 -Po pierwsze słyszałem, bo siedzieliśmy z Alice na dworze, doprawdy trudna, po drugie niech wstaje a po trzecie spieprzaj. 
 -Dobra, idź już. - wywróciłem oczami i zamknąłem mu drzwi przed nosem.
Na szczęście Ariana jeszcze spała. Nie zamierzałem jej jeszcze budzić. Niech się wyśpi. Była ósma dziewięć. 
O tej godzinie to normalni ludzie śpią.. 
Wyjąłem z walizki kąpielówki, jeansowe spodnie za kolano i szary T-shirt. Przebrałem się w pokoju. W łazience ułożyłem włosy i umyłem zęby. Zobaczyłem prezerwatywę leżącą na środku łazienki i uśmiechnąłem się pod nosem.
 To był świetny wieczór.. 
Wyrzuciłem ją do kosza i trochę ogarnąłem.


Ariana Po'V 

Obudziły mnie promienie słoneczne padające na moją twarz. Podniosłam się po pozycji siedzącej i przetarłam oczy. Justina nigdzie nie było, ale kiedy usłyszałam, że w łazience leci woda, stwierdziłam, że tam jest. Opadłam na poduszki. Nie chce mi się wstawać. Mimo tego, co wydarzyło się w nocy, wyspałam się.
Wstałam i podeszłam do walizki. Wyjęłam spodnie z wysokim stanem, sweterek (z długim rękawem) do połowy brzucha i czarne szpilki. Pod spód założyłam różowe bikini (tak, wzięłam kilka stroi) korzystając z okazji, że Justin się myje (tak sądzę) zdjęłam ubrania wraz z bielizną. Założyłam strój kąpielowy i jeansy. W tym momencie z łazienki wyszedł Justin. 
 -O, już nie śpisz. - uśmiechnął się lekko. 
-No jak widać. - mruknęłam. 
Założyłam sweterek. Usłyszałam ciszy pomruk Justina. 
-Zepsułaś mi całą zabawę. - zrobił smutną minę. 
Spojrzał na zegarek w telefonie a potem na mnie. 
 -Mamy piętnaście minut i wychodzimy na śniadanie. 
-Piętnaście minut?! - pisnęłam, wbiegając do łazienki. 
Usłyszałam jeszcze śmiech Justina. Wywróciłam oczami. Wzięłam kosmetyczkę z blatu i pomalowałam rzęsy. Na usta nałożyłam mandarynkowy błyszczyk. Włosy uczesałam w pół kucyka. Gotowa wyszłam z łazienki. Założyłam szpilki i wzięłam czarną torbę. Wsadziłam tam ręcznik, białe sandałki, okulary przeciwsłoneczne, butelkę wody i biały, cienki, rozpinany sweterek. 
-Idziemy? - spytał. 
-Idziemy. - uśmiechnęłam się lekko. 

* 

Poszliśmy do pobliskiej restauracji na śniadanie. Rodzice Justina zamówili sobie omlety a reszta grzanki z miodem. Do wszystkiego jeszcze dostaliśmy sok pomarańczowy. Zaczęłam jeść, kiedy poczułam wibracje w kieszeni spodni. Wyjęłam swojego IPhone'a. Dzwoniła mama. 
-Tak? - spytałam. 
-Cześć co u Was? 
-Jest świetnie. - uśmiechnęłam się do siebie. 
-To dobrze, wracacie.. 
-Po weekendzie. - przerwałam jej 
-Przepraszam Cię, ale jesteśmy na śniadaniu i nie mogę rozmawiać. - przegryzłam wargę. 
-Och, w porządku. Miłej zabawy i do zobaczenia. - powiedziała i się rozłączyła. 
Schowałam komórkę i dokończyłam posiłek. Wypiłam sok, który swoją drogą był pyszny. Kiedy wszyscy skończyli wyszliśmy, zostawiając na stole należyte pieniądze. Justin złączył nasze palce. W międzyczasie wyjęłam z torby okulary i założyłam je. 
-Gdzie teraz idziemy? - spytał Drew. 
-A gdzie chcecie? - zatrzymała się Pattie. 
-Idźmy do jakiegoś wesołego miasteczka. - zaśmiał się Justin. 
-Okey, może być. - wzruszyłam ramionami. 
-Właśnie, chodźmy.
 -Ale ja żartowałeem. - jęknął Justin.
 -Ale my nie, chodź. - powiedziałam, ciągnąc go za rękę.
 -Wolałbym siedzieć z tobą w pokoju i się przytulać i wiesz... 
-Nie kończ! - warknęłam, przez zaciśnięte zęby.
Szatyn tylko się zaśmiał i nic nie odpowiedział. Szukaliśmy jakiegoś wesołego miasteczka około dwadzieścia minut. W końcu doszliśmy. Uśmiechnęłam się szeroko, gdyż nigdy w takim miejscu nie byłam. Tak, na prawdę.. 
-To może się rozdzielimy i spotkamy przy tym balonie - wskazał na dużego Kubusia Puchatka. - Za dwie godziny, pasuje? - spytał Jeremy. 
-Tak. - odpowiedzieliśmy chórem. 
Wszyscy rozeszliśmy się w inne strony.
 -To gdzie idziemy najpierw? - spytał Justin. 
-Chodźmy na... - rozejrzałam się. - Na to! - podeszliśmy bliżej. Diabelski młyn.
-Nie będziesz się bała? 
-Żartujesz sobie ze mnie, czy jak? 
-Nie śmiałbym, bo jeszcze mnie pobijesz. - udał, że ociera łzę. 
-Oj, choodź. - zachichotałam. 
Kupiliśmy bilety (znaczy Justin, ponieważ stwierdził, że są drogie i mi kupi). Zajęliśmy miejsca. Czekaliśmy jakieś pięć minut, a młyn zapełnił się ludźmi. Kiedy w końcu ruszyliśmy bardziej przytuliłam się do Justina. 
Nie miałam lęku wysokości no ale chyba każdy by się na moim miejscu bał, prawda? 
Dotarliśmy na samą górę. 
-Boję się, Justin. - przegryzłam wargę. 
-Mówiłem. - zaśmiał się. - Przytul się i będzie dobrze. - pocałował mnie w czoło. 
Poczułam mocne "uderzenia". 
-Kurwa. - warknął. 
Zamknęłam oczy. Nie wiem co się stało i chyba wolę nie wiedzieć. 
-Bardzo Wszystkich przepraszamy. Coś na się zaklinowało, pomoc została już wezwana, ruszymy ponownie za około piętnaście minut. - usłyszałam. 
-Justin. - mruknęłam. 
-Spokojnie, jestem tutaj. - przytulił mnie. 
Przez cały czas miałam zamknięte oczy. 
Pomocy, pomocy, pomocy, pomocy!
Po dwudziestu minutach ponownie ruszyliśmy. Odetchnęłam z ulgą, kiedy już wyszliśmy. 
 -Nie wsiądę już na żadną karuzelę do końca życia. - fuknęłam.
-Trzymam Cię za słowo. 
-Chodź na lody. - wyjęłam pieniądze. 
Justin mi je wyrwał i schował do tylnej kieszeni moich jeansów. 
-Co ty robisz? 
-Ja kupię. 
-Nie, ja sobie kupie. - wyjęłam banknot i podeszłam do budki z lodami. 
-Uparta jesteś. - przytulił mnie od tyłu. 
-Poproszę dwie gałki lodów czekoladowych. 
Zapłaciłam jej (była to kobieta). Dostałam swoje lody i odwróciłam się przodem do Justina. 
-Ej, ja też chcę. - zrobił smutną minę 
-Jakie? 
-Zjem te. - zabrał mi. 
-Ej! - pisnęłam, próbując wyrwać mu MOJE lody
-Ugh, jesteś okropny. - westchnęłam. 
-Ojej, jak przykro. 
 Usiadłam na krzesełku przy jednym ze stolików. Westchnęłam głośno. 
-No nie gniewaj się. - jęknął cicho. 
-Nie gniewam, po prostu jestem zmęczona. 
-Chcesz wrócić do domu? - spytał. - Znaczy domku tego tutaj. - sprostował.
-Nie, dam radę. - wyjęłam z torebki butelkę wody mineralnej. 
Upiłam kilka łyków. Justin patrzył na mnie z troską w oczach. 
-Zjedz te lody. 
 -Są two.. 
-Nie. Ty zjedz. 
 -Okey, nie chce się kłócić. - westchnął, gładząc mnie po policzku. 
Siedziałam i patrzyłam jak chłopak je. 
Wyglądał tak uroczo, jejku.
Kiedy zjadł, spojrzał na mnie a ja zaśmiałam się. W kącikach jego ust była czekolada jak i na nosie. -Co, mam coś na twarzy? 
Pokiwałam głową jeszcze bardziej się śmiejąc. Przejrzał się w ekranie swojego telefonu i wytarł usta ręką. 
-Masz. - podałam mu chusteczki. 
-Dzięki. 
Jak już Justin był czysty, poszliśmy się przejść. Szatyn trzymał dłoń w kieszeni moich spodni. Szczerze, czułam się z tym dobrze. Cieszę się, że mu tak na mnie zależy. Nie myślcie, że zapomniałam o tym, co mi zrobił. Nadal to pamiętam, ale już staram się o tym nie myśleć.
-Co o tym sądzisz? 
-Tak, to dobry pomysł. - mruknęłam. 
Wyłączyłam się i nie słyszałam co do mnie mówił, ale przecież każdemu to się może zdarzyć, prawda?
 -Serio? 
-Przepraszam, nie wiem co mówiłeś, możesz powtórzyć. - przegryzłam wargę. 
-Skarbie, co się z tobą dzieje? - zatrzymał się. 
Spojrzałam na niego. On nawet zauważa to, kiedy coś jest nie tak. 
Ja bym tak nie umiała.. 
Jednak bardzo się cieszę, że mam takiego chłopaka. 
-Nic, to znaczy po prostu się zamyśliłam, przepraszam.
 -Nie masz za co przepraszać... Więc, idziemy tam? - wskazał na budkę, w której można wygrać różne nagrody, typu zabawki lub słodycze.
-Jasne. - uśmiechnęłam się lekko. 
Złączyliśmy nasze palce i ruszyliśmy w tamtą stronę. 
 -Co byś chciała wygrać, hm? - pocałował mnie w policzek. 
-Tamtego misia. - wskazałam palcem na dużego (około metrowego) miśka w kolorze jasnego brązu. -Się robi. - uśmiechnął się szeroko. 
Justin dostał piłeczki, którymi miał zbić jakieś puszki. Rozejrzałam się dookoła, ale mój wzrok utkwił w jednym punkcie. Zamrugałam kilka razy, ale nadal widziałam tą samą osobę. 
-Proszę. - uśmiechnął się szeroko, wręczając mi miśka. 
-Dziękuję. - szepnęłam. 
-Znów coś jest nie tak, o co chodzi? 
-Chyba widziałam Luka..

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Rozdział wcześniej niż przewidywałam, ale to chyba dobrze, prawda? ;D
Nie jest on za dobry, ale musi być taki, żeby potem się więcej działo ^^
Teraz najważniejsza rzecz: Opowiadanie skończę na około 35 rozdziale ponieważ chcę napisać drugą część, która będzie (moim zdaniem) ciekawsza i przede wszystkim bardziej dopracowana niż ta.
OD FERII ZIMOWYCH ZACZNĘ PISAĆ NOWE FF (PODAM OCZYWIŚCIE LINK) A DRUGA CZĘŚĆ BĘDZIE OD WAKACJI, podoba Wam się taki układ?
Jak będę pisać non stop to samo to mi się znudzi, ehh :/
Napiszcie mi w komentarzu co myślicie :)
Do następnego xx.


 


 
 



 

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział Dwudziesty Siódmy.

  •  Przepraszam za błędy, jeśli jakieś są, chciałam dodać ten rozdział dziś i nie sprawdziłam go dokładnie/

Dojechaliśmy na miejsce po dwóch godzinach. Do drodze mieliśmy jeszcze postój bo Justin musiał kupić sobie coś słodkiego. Zaparowaliśmy pod jednym z drzew. 
-Trzymajcie się nas, najpierw znajdziemy nocleg. - powiedział Jeremy, wychodząc. 
Zrobiliśmy to samo. Wyjęłam swoją walizkę, którą Justin od razu mi zabrał, mówiąc, ze jest ciężka. Podeszliśmy do jakieś pana. 
-Dzień dobry. - przywitaliśmy się. 
-Dzień dobry. Niech zgadnę, państwo szukają noclegu? 
-Tak. - odpowiedziała Pattie.
-Wolicie domki kilkuosobowe czy pokoje w w pensjonacie? 
-Domki! - krzyknęliśmy. 
Wszyscy zaśmialiśmy się. 
-To niech będą trzy domki, dwuosobowe.

 *

 Zostajemy tu na weekend, dlatego nawet się nie rozpakowywaliśmy. 
-Zajmuję łazienkę! - pisnęłam. 
-Okeey, jak wolisz. - zaśmiał się. -Chociaż wolałbym, gdybyś przebierała się tutaj. - szepnął do mojego ucha. 
Szatyn zaczął całował moją szyję. Odwrócił nas tak, że staliśmy przodem do siebie. Justin złączył nasze usta. Kiedy brakowało nam tchu, wzięłam jego wargę i pociągnęłam do siebie. 
-Dobra, zbierajmy się bo pomyślą, że coś tutaj robiliśmy. - zaśmiał się Justin. 
Wzięłam do ręki swoje czarne dwuczęściowe bikini. 
-Mmm. - jęknął Justin. 
Wywróciłam oczami i weszłam do łazienki. Zdjęłam z siebie ubrania i szybko założyłam strój. Rozczesałam włosy i pomalowałam usta arbuzowym błyszczykiem. W tym samym czasie, chłopak wszedł do środka. 
-Justin, no! Mogłeś zapukać! Co by było gdybym jeszcze nie była ubrana. - pisnęłam. 
-Nie przeszkadzałoby mi to. - dał mi buziaka. 
-Zboczeniec. - mruknęłam po nosem. 
-Co powiedziałaś? - spojrzał na mnie. 
-Ja? Nic. 
-Och, czyżby? Powtórz. - zaczął się do mnie zbliżać. 
-Nie. 
 Podszedł do mnie bliżej, przez co zderzyłam się z drzwiami.
 Chwilę po tym zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać, tak głośno, że na drugim końcu jeziora chyba mnie słyszeli. 
-Justin! - pisęnłam. 
Złapałam jego rękę. 
-Powiedz, co powiedziałaś. 
-Że jesteś zboczeńcem. - powiedziałam szybko. 
-Wiem, już wcześniej słyszałem. - uśmiechnął się szeroko. 
-Debil. - uderzyłam go w tors. 
Założyłam na to "narzutkę" z koronki i białe conversy.
Chciałam otworzyć drzwi ale Justin złapał mnie za nadgarstek.
 -Poczekałabyś na mnie. 
-Nie, bo mnie łaskotałeś, a wiesz, że tego nie znoszę. Już, zbieraj się. - ustał pod ścianą. 

*

 Po dziesięciu minutach byliśmy już gotowi. Justin zamknął drzwi od domku na klucz i ruszyliśmy do pozostałych. 
-Jezus Maria, co wy tyle robiliście? - jęknął Drew. 
-Ariana się godzinę zbierała. - powiedział Justin. 
Trzepnęłam go w tył głowy. Nawet nie zauważyłam, kiedy doszliśmy nad jezioro. Było pięknie. Jeremy i Pattie rozłożyli koc a ja zdjęłam zbędne rzeczy. Wejdę do wody na chwilę a potem się poopalam. W jednej chwili, poczułam ręce Justina na moich biodrach a potem, przerzucił mnie przez swoje ramię. 
-Justin! - pisnęłam, uderzając go pięściami w plecy. 
-To za uderzenie mnie w głowę. - wszedł do wody. 
Po chwili moje ciało było w wodzie. Zdążyłam zatkać nos i złapać trochę powietrza. Na szczęście umiem pływać.. Ale, Justin o tym nie wie, więc.. Udałam, że się podtapiam. 
-Nie umiem pływać. - krzyknęłam.
Jego mina momentalnie się zmieniła. Złapał mnie a ja odwróciłam się i zaczęłam się śmiać. -Dziękuję za uratowanie mi życia, ale jednak umiem. - zrobiłam minę "niewiniątka". 
-Prawie dostałem zawału. Nie rób tak więcej. - westchnął.
 Jezu, on się na prawdę tym przejął. Teraz mam to głupie poczucie winy.. 
-Przepraszam. - przytuliłam go. 
-Jest w porządku. - pocałował mnie w czoło.

*

 Siedziałam z Justinem w wodzie, opalałam się a teraz idziemy coś zjeść. Zrobiło się dość późno (tzn. Dziewiętnasta) Weszliśmy do jednej z restauracji/barów trudno określić. Zajęliśmy miejsca i wzięliśmy menu. Wszyscy byliśmy zgodni i zamówiliśmy spaghetti. Ja i Alice dodatkowo wzięłyśmy jogurty z płatkami musli i owocami. Po około godzinie wszyscy zjedli i ruszyliśmy w drogę powrotną do domków.
Kiedy weszliśmy, rzuciłam się na swoje łóżko (tak, mamy dwa jednoosobowe łóżka). Nie miałam siły na nic. 
-Co powiesz na kąpiel? - spytał Justin, siadając na końcu łóżka. 
-O, bardzo chętnie. - mruknęłam z zamkniętymi oczami. 
-Zaraz przygotuję. - dał mi buziaka i zniknął za drzwiami łazienki.
Po chwili usłyszałam dźwięk lecącej wody, co oznacza, że Justin już szykuje kąpiel. Przeciągnęłam się i zdjęłam buty i narzutkę. Wyjęłam z walizki czystą bieliznę i różową bokserkę. Zamknęłam drzwi od domu na klucz weszłam do łazienki. Justin sprawdzał temperaturę wody dłonią. 
 -Wcześniej nie zauważyłam, że ta wanna jest tak duża. - przegryzłam wargę. 
-To znak, żebyśmy wykąpali się razem. - uśmiechnął się łobuzersko.
-Co do tego, nie byłabym taka pewna. 
Tak, wiem, że widział mnie już nago, ale wciąż się krępuję. Dodatkowo schudłam (byłam dziś w bikini, ale to co innego) i co jeśli to go zrazi do mnie? Nie chcę tego.. 
-No weeź, będzie fajnie. - zrobił smutną minkę. 
Przegryzłam wargę, denerwując się. Zależało mu na tym. Nie skrzywdzi mnie,więc nie ma się czego bać. 
-Okey. - westchnęłam. 
Chłopak zaśmiał się pod nosem i zakręcił wodę. Było dużo piany, co optycznie bardziej powiększało wannę. Podszedł do mnie i pocałował mnie delikatnie. Odpiął mój biustonosz i zdjął, powoli.
Spięłam się, ale nic nie zrobiłam. Zdjęliśmy resztę rzeczy. Justin wszedł pierwszy i usiadł. Usiadłam plecami do niego, między jego nogami. Woda była ciepła i jeszcze jego ręce splecione na moim brzuchu.. Perfekcyjnie. Zamknęłam oczy i po prostu cieszyłam się tą chwilą. Chłopak pogładził mój brzuch dłońmi. 
-Moja chudzinka. - szepnął do mojego ucha i zaczął całować szyję.
Przechyliłam głowę w bok, dając mu lepszy dostęp. Kiedy on mnie całuje to mam dosłownie raj na ziemi. 
-Chcesz.. - pocałunek. - może.. - pocałunek. -zrobić.. - pocałunek. -to.. - pocałunek. 
Nie mam pojęcia, czy tego chcę.. Nawet jeśli to gdzie? Tutaj? A co jeśli ktoś to wejdzie? Dobra, może i zamknęłam drzwi ale.. Ugh, nie ważne. Nie długo myśląc w końcu jednak odpowiedziałam. -Mhm. - jęknęłam. 
Poczułam jak się uśmiecha. Odkręcił mnie tak, że siedziałam przodem do niego. Przysunął mnie bliżej i wpił się w moje usta. Wplątałam dłonie w jego włosy. Jego ręce jeździły po moim ciele, delikatnie, lecz przyjemnie je łaskocząc. 
-Tutaj czy sypialnia? - mruknął. 
-Gdzie wolisz? 
-Tutaj. - złapał mnie za pośladki i posadził okrakiem na swoich nogach. 
-Justin.. 
-Hm? 
 -Prezerwatywa. - jęknęłam. 
-Och.. No tak. Przyniesiesz ją? Jest w mojej kieszeni w bluzie tej czerwonej. 
-Okey. - westchnęłam. 
Złapałam pierwszy, lepszy ręcznik, który leżał na szafkach i owinęłam nim ciało.
Weszłam do pokoju i znalazłam bluzę szatyna. W kieszeni było opakowanie z jedną prezerwatywą. Jak zawsze zaopatrzony.. Wróciłam do toalety i zamknęłam drzwi (lepiej, żeby nikt nad nie słyszał). -Mmm. - jęknął kiedy zdjęłam ręcznik. 
Rzuciłam w niego tym co miałam w ręku (sami wiecie czym) i weszłam do wanny. Chłopak już ją założył i uklęknął. Przegryzłam wargę i spojrzałam na niego niepewnie. 
-Jeśli nie chcesz nie musimy tego robić, wiesz o tym, prawda? - spytał, głaszcząc mnie po policzku. -Tak, ale chcę. - spuściłam wzrok. 
Chłopak wziął jeden z szamponów i rzucił nim w wyłącznik światła. 
-Tak będzie romantyczniej. - uśmiechnął się szeroko. 
W czym ciemność jest romantyczna? Okey, jak kto woli.. 
-Jesteś pewna? 
-Tak. - szepnęłam. 
Położyłam się a on zawisł nade mną.
Ostatni raz spojrzał w moje oczy (było ciemno, ale widzieliśmy swoje twarze) szukając w nich jakiegokolwiek zwątpienia. Pokiwałam głową, zamykając oczy. Poczułam jak ustawia się pomiędzy moimi nogami. Zaczął powoli we mnie wchodzić. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Poczułam ból w podbrzuszu. Nie wiem nawet kiedy, po moim policzku spłynęła jedna pojedyncza łza. 
-W porządku? - spytał, ocierając ją. 
-T-tak, trochę boli. - szepnęłam.
Zaczął zagłębiać się bardziej. Bolało, bardziej niż za pierwszym razem. Cholera.. Zaczął poruszać biodrami, w tym samym czasie muskając moje usta swoimi. Ból zaczynał zmieniać się w przyjemność. 
-O Mój Boże. - szepnęłam. 
Przyśpieszył swoje ruchy. Mogłam dostrzec na jego czole kropelki potu. Zresztą na moim też są.. -Szybciej, proszę. - jęknęłam.
 -Kurwa. - przyśpieszył. 
Nie miał już siły, to było widać. Ale nie poddał się. Chciał sprawić mi zarówno jak i sobie przyjemność. 
-Ja pierdolę. - warknął. 
Złapał moje udo i zgiął nogę w kolanie, przez co byliśmy jeszcze bliżej, jeśli to możliwe. Zaczęłam drżeć. Byłam już blisko. 
-Błagam, Justin! - pisnęłam. 
-Krzycz moje imię, kocham to. - pocałował mnie. 
Odsunęliśmy się od siebie. Chłopak wykonał cztery mocniejsze pchnięcia i w tym momencie oboje osiągnęliśmy szczyt. Wbiłam paznokcie w jego plecy i zjechałam nimi w dół. 
-Justin, kurwa. - jęknęłam. 
-Moje imię w twoich ustach brzmi najlepiej. - szepnął, opadając na mnie.
 Leżeliśmy tak przez chwilę, kiedy orgazm do końca nie "spadł". Chłopak wyszedł ze mnie i zdjął prezerwatywę. Rzucił ją na podłogę i pocałował mnie lekko. 
-Było najlepiej. - szepnął, gładząc mnie po policzku. 
-Umyjmy się. - zarumieniłam się. 
Wzięłam jeden z żeli i wylałam trochę na rękę. 
 -Daj, ja to zrobię.
 Usiadłam tyłem do chłopaka. Zaczął myć moje plecy, brzuch, piersi i ręce. Nogi umyłam sama. To samo zrobiłam ja, tylko jemu. Włosy jedynie zmoczyłam wodą. Nie chcę mi się ich myć. Pomińmy fakt, że panują egipskie ciemności..

 * 

Wysuszeni i ubrani wróciliśmy do pokoju. Czułam się zawstydzona tym, co zaszło jakieś pół godziny wcześniej.. 
-Kochanie, zrobiłem coś nie tak? Noc nie mówisz i.. 
-Jest w porządku, wszystko było cudownie.. Po prostu.. Czuję się nieco zażenowana tą sytuacją. - przegryzłam wargę. 
-Nie masz czym. Jesteś cudowna i najlepsza na świecie. - przytulił mnie. 
Owinęłam ręce wokół jego szyi. 
 -Chodźmy spać, jestem padnięta. - odsunęłam się. 
-Okey, ale śpimy w jednym łóżku. - dał mi szybkiego buziaka i podszedł do łóżka. 
-Nie będzie nam wygodnie.. - fuknęłam. 
-Możesz spać na mnie. - poruszył zabawnie brwiami, na co się zaśmiałam. 
Zgasiłam światło i położyłam się przy Justinie na łóżku. 
-Dobranoc. - szepnęłam. 
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i "splątaliśmy" nasze nogi. 
-Dobranoc, kocham Cię. - pocałował mnie w głowę. 
Po kilku minutach leżenia, odpłynęłam w głęboki sen.


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
 Nie wiem jak skomentować ten rozdział, więc wy zróbcie to za mnie :))




 


niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział Dwudziesty Szósty.

Justin Po'V

-Musisz coś zjeść. Obserwuję cię od prawie miesiąca i... 
-Możemy porozmawiać na zewnątrz? 
-Oczywiście. 
Wyszli, zostawiając mnie samego. Nie rozumiem o co chodziło. Ariana siedziała tutaj ze mną jakiś miesiąc? Cholera.
Mam nadzieję, że wszystko z nią było w porządku. 
-Ariana! Słyszysz mnie?! - usłyszałem. 
Co się kurwa dzieje? Pośpiesznie odkryłem się. Super, gips. Na jednej nodze "skakałem" do drzwi. To musiało na prawdę komicznie wyglądać.. Otworzyłam drzwi i zobaczyłem... Arianę. Była nieprzytomna. Moja mama i lekarz pomagali jej dojść do siebie. 
-Co się stało? - spytałem, przejęty całą sytuacją. 
-Zemdlała. - powiedział pośpiesznie lekarz. -Muszę ją zbadać, ale jak ją tam zabrać. - podrapał się w tył głowy. 
-Jest lekka, zanieś ją bo coś się jej stanie. - wywróciłem oczami.
-Justin! - pisnęła moja matka. 
-Cholera jasna. - uderzyłem zdrową ręką w ścianę. - Gdybym nie miał tego zasranego gipsu, bym to zrobił dawno. Człowieku zbadaj ją! - krzyknąłem. 
Jaki ten lekarz jest popierdolony. Zamiast jej zbadać to ten stoi i się patrzy. Lekarze.... W końcu podniósł ją i zaniósł na badania. 
-Chodź do środka. - mruknęła mama. 
-Ale.. 
-Nie, Justin. Idź do środka. - westchnęła. 
Poddałem się i wróciłem do środka. Usiadłem na łóżku. 
Moje biedactwo.. 
-Jak się czujesz? - spytała. 
-Może być. - położyłem się. 
Syknąłem, kiedy źle położyłem nogę. Uroki, bycia połamanym....

*

Po około czterdziestu minutach, Ariana została przyprowadzona przez dwie pielęgniarki. Pomogły jej położyć się na łóżku i podłączyły jej kroplówkę. 
-Jak się skończy, kliknij guzik wezwij lekarza, potrzebujesz jeszcze jednej. - powiedziała jedna i wyszły.
 Na szczęście moja mama miała dużo pracy i pojechała 
-Co ci się stało? - zapytałem. 
-Nie wiem, zasłabłam. - powiedziała cicho. 
-A powiesz mi dlaczego? 
-Nie wiem. 
-Wiesz, tylko nie chcesz mi powiedzieć. No już, o co chodzi. - westchnąłem. 
-Jestem po prostu zmęczona. 
 -Okey, jak wolisz. - pokiwałem głową. 
Poddałem się. Jeśli będzie chciała to sama mi powie. Proste? Proste. Wyjąłem z szafki bułkę słodką, którą przywiozła mi mama. Zjadłem ją i popiłem wodą. Zerknął na Arianę, która zasnęła. Muszę pogadać z lekarzem o tym, co się stało. Rozmyślając nad tym, zasnąłem. 

***** 

Piątek. Dziś rano dostałem wypis i mogę wyjść. Przez kolejne dwa tygodnie będę musiał leżeć. Dlaczego? Cóż, mam złamaną rękę i nogę. Na kulach nie będę mógł chodzić a na wózku nie mam zamiaru jeździć. Ale Ariana też wchodzi. Lekarz nie chciał powiedzieć mi czemu zemdlała a pytałem chyba z pięć razy. Siedziałem na łóżku czekając na moją mamę i tatę, którzy mieli nas odebrać. 
-Jak się czujecie? - zapytał lekarz wchodząc do sali. 
-Ja dobrze. - uśmiechnąłem się lekko.
 -Ja też. - mruknęła dziewczyna. 
-Pamiętajcie, że jeśli wystąpią jakieś komplikacje, musicie się tutaj zgłosić. 
-Tak wieeeemy. - jęknąłem 
 Miałem już serdecznie dość siedzenia w tym szpitalu. Po pierwsze jest tu cholernie nudno a po drugie jedzenie jest tu ohydne. Dziesięć minut później przyjechali moi rodzice. Mama i Ariana pomogły mi dojść do samochodu a tata wziął nasze rzeczy. Usiadłam z tyłu, wzdychając głośno. Jakie to jest kurwa męczące. 
-Odwieź nas do mnie. - mruknąłem 
 -A nie chcecie jechać do nas na obiad? 
-Umieram z głodu. - jęknęła Ari. 
-To jedziemy. - uśmiechnąłem się lekko.
Po kilku minutach zatrzymaliśmy się pod domem moich rodziców. Po woli wyszedłem (z pomocą rodziców) i wszedłem do środka. Usiadłam na kanapie a obok mnie Ariana. Objąłem ją jedną ręką i dałem buziaka. 
-Przepraszam, ten cały wypadek to moja wi.. 
-Nie mów tak. - przerwałem jej. - To nie jest twoja wina. To ja prowadziłem i to ja nie zauważyłem tej ciężarówki. - westchnąłem.


 Ariana Po'V

Czułam się z tym źle, że Justin jest połamany. Cokolwiek on powie i tak będę sądzić, że to moja wina. 
-Zaczynam robić obiad, porozmawiajcie sobie. - uśmiechnęła się do nas. 
-Okey. - powiedzieliśmy w tym samym czasie. 
-No więc... - odsunął się trochę ode mnie. - Teraz powiedz mi i się nie wykręcaj, dlaczego zemdlałaś. - powiedział bardzo pewnym głosem. 
-Justin, daj spokój... - westchnęłam.
-Nie. - powiedział stanowczo. - Powiedz mi. 
-Skoro muszę... - westchnęłam. - Siedziałam u Ciebie przez te trzy tygodnie, kiedy byłeś w śpiączce. Nie chciałam od ciebie odchodzić, bo bałam się, że może ci się pogorszyć. Strasznie mało jadłam i spałam.. No i piłam dużo kaw i energetyków. Ale jakoś nie odczuwałam głodu. No i zemdlałam po prostu z przemęczenia. - zakończyłam głośnym westchnięciem. 
-Jak tak dalej pójdzie to będziesz miała anoreksję. Jesteś cholernie chuda. Boję się o ciebie. - spojrzał na mnie. 
-Nie musisz. Teraz skup się na sobie i na tym, żeby wyzdrowieć jak najszybciej! - uśmiechnęłam się. 

* 

Po godzinie obiad był już gotowy. Zjadłam pierogi z truskawkami i kawałek ciasta, które Pattie robiła wcześniej. Właśnie piłam herbatę. Chciałam kawę, ale Justin mi nie pozwolił. Chyba się od tego uzależniłam...
-Macie jakieś plany na najbliższy czas? - spytała Pattie.
 -Na razie nie mogę nic robić, więc.. - westchnął chłopak. 
-Och.. Biedactwo. - powiedziała cicho. 
-Mam pomysł! - podniosłam rękę i góry. - Co wy na to, żebyśmy razem wyjechali nad jezioro? - uśmiechnęłam się szeroko. - Oczywiście, kiedy Justinowi zdejmą gips. - dodałam. 
-Nie głupi pomysł. - zaśmiał się Jeremy. - Ale Drew.. 
-On by pojechał z nami i z Alice. - przerwałam mu. 
-Idealnie. - klasnęła w ręce kobieta. 
-Zgadzacie się? - spytałam.
 -Jasne, czemu nie. odpowiedzieli. 
-Będzie super. - szatyn pocałował mnie w policzek.

*

Mama Justina odwiozła mnie do domu. Oczywiście mogłabym iść sama, ale Justin się uparł. Weszłam do domu zdjęłam kurtę i buty. Weszłam do salonu, gdzie siedziała mama i James. 
-Ariana! - powiedziała i podbiegła mnie przytulić. 
widziała mnie prawie miesiąc.. 
-Dziecko.. Jak jak ty schudłaś. - zakryła usta dłonią. 
Tsaa.. Teraz każdy mi to będzie mówił. 
-Wypisałam cię z terapii, ponieważ na nią nie uczęszczałaś i stwierdziłam, że jest już z tobą lepiej. - posłała mi blady uśmiech. 
-Okey. Przepraszam ale jestem strasznie zmęczona. - westchnęłam. 
-Jasne, idź do siebie. 
Tak zrobiłam. Rzuciłam torbę z ubraniami przy szafie. Od razu położyłam się na łóżku. Nic się tu nie zmieniło od czasu, kiedy wyszłam. Z głośnym westchnięciem wyjęłam czystą bieliznę i czarną koszulkę ze złotym napisem "goodnight". Mam ochotę na długą, gorącą kąpiel.
Zaczęłam wlewać wodę do wanny i w tym czasie zdjęłam ubrania i zmyłam makijaż. Weszłam do ciepłej wody i moje mięśnie rozluźniły się. Leżałam w wannie puki woda nie zaczęła się schładzać. Umyłam się malinowym żelem i włosy również malinowym szamponem. Po około godzinie wyszłam z wanny. Wytarłam ciało białym, puchatym ręcznikiem i założyłam wcześniej wybrane rzeczy. Włosy również wytarłam. Nie suszyłam ich. Jestem za bardzo zmęczona... Wyszłam z łazienki, wcześniej gasząc światło. Poszłam do kuchni, gdzie z lodówki wyjęłam sok wieloowocowy. Wlałam trochę do szklanki i wypiłam go. Wstawiłam ją do zlewu i wróciłam do siebie. Usiadłam na łóżku. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, że jest dziś pierwszy sierpnia! Cholera, jak ten czas szybko zleciał... 

Do: Justin. 
Dobranoc, kocham Cię xx. 

Zablokowałam telefon i schowałam go pod poduszkę. Położyłam się wygodnie i przykryłam ciało cienką kołdrą. Chwilę myślałam nad różnymi rzeczami i nawet nie wiem kiedy, zasnęłam. 
 
*****

Minęły dwa tygodnie.. Wczoraj Justin miał zdjęty gips. Plus jest taki, że jutro jedziemy nad jezioro! Właśnie skończyłam wszystko pakować. Justin codziennie do mnie dzwonił i pilnował mnie czy jem. Tak samo jak mama, Alice i Drew. Zauważyłam, że James ma mnie gdzieś. Serio.. Odkąd wróciłam zamieniliśmy może ze trzy zdania.. Zostały dwa tygodnie wakacji.. Matko Boska.. Nie wiem nawet kiedy to minęło! Najgorsze jest to, że teraz będę w ostatniej klasie, bez Justina.. Boję się. Doszłam również do wniosku, że Maya chyba odpuściła. Nie widziałam jej miesiąc, jak nie więcej.W moim pokoju rozległ się dźwięk dzwonka mojego telefonu. Podeszłam do biurka i wzięłam go. Dzwonił Justin. 
-Tak? - spytałam. 
-Spakowana? 
 -Jasnee. - zachichotałam. - a Ty? - usiadłam na łóżku. 
-Prawie. Cholera, nawet nie wiesz jak chcę cię zobaczyć w bikini. - jęknął. 
-Wiem, że o tym marzysz. - wywróciłam oczami. 
-Co robisz? - zmienił temat. 
-A no właśnie rozmawiam z jednym takim chłopakiem.. 
 -Fajny jest? - przerwał mi. 
-No nie zbyt. Straszny z niego zboczuch. - zaśmiałam się, na co mi zrównał. 
-Dobra, ja kończę, jutro o siódemej bądź gotowa! 
-Tak jest! - zachichotałam.
 Ten wyjazd będzie perfekcyjny, czuję to.. Jeszcze raz sprawdziłam, czy wzięłam wszystko. Wzięłam bieliznę i czarną bokserkę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i Ogoliłam się. Po jakiejś godzinie, poszłam spać.

*

Stałam przed szafą, zastanawiając się, co założyć. Ostatecznie zdecydowałam się na czarny, obcisły crop top na ramiączka, czarną spódniczkę w kwiaty i beżowe szpilki z czerwoną podeszwą. Założyłam wybrane rzeczy i wzięłam się za makijaż. Pomalowałam rzęsy i usta truskawkowym błyszczykiem a włosy, zastawiłam kręcone. Muszę jeszcze sprawdzić, czy Alice jest gotowa! Weszłam do jej pokoju bez pukania (ups). Dziewczyna malowała się przy swojej toaletce. Miała na sobie czarne, krótkie spodenki z wysokim stanem, biały, obcisły crop top i na to szarą bluzę. Na jej nogach były białe, długie conversy. 
-Gotowa?
-Prawie. - mruknęła. 
-Okej, szybko, ja już czekam przed domem - oznajmiłam i wyszłam. 
Po drodze, zabrałam walizkę. 
-Mamo, to my już jedziemy. - powiedziałam. 
-Wzięłaś wszystko? - spytała. 
-Tak. 
-Dobrze, uważaj na siebie i miłej zabawy. - dała mi buziaka w policzek. 
-Pa. 
Wyszłam z domu. Ta walizka, była taka ciężka.. Czekałam (razem z Ali) jakieś dziesięć minut aż w końcu rodzice Justina wraz z nim i Drew przyjechali. Całe szczęście mieli siedmioosobowy samochód. Pattie i Jeremy siedzieli z przodu, w środku Ali i Drew a na końcu ja i Justin. 
-Będzie idealnie. - dał mi buziaka. -Tak poza tym, ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się. 
-Dziękuję. 
Byłam strasznie podekscytowana. 
-Jakiego koloru masz bikini? - zapytał nagle. 
-Zobaczysz potem. - uśmiechnęłam się zwycięsko. 
-Ale jesteś. - zarobił minę obrażonego dziecka. 
Coś czuję, że będzie ciekawie...


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Heeeej ;D
Jak Wam się podoba rozdział? 
Mi osobiście tak średnio..
+PROSZĘ, ŻEBYŚCIE ZAGŁOSOWALI W ANKIETACH PO LEWEJ STRONIE BLOGA!  
Do następnego xx.




 




 

Followers